Co powiecie na test… zabawki? Brzmi trochę dziwnie, patrząc na tematykę recenzji na moim blogu, ale to nie jest zwykła zabawka, to Astrobot – robot, którego można programować i zbudować na kilka różnych sposóbów! Brzmi ciekawie? Być może macie już pomysł na prezent dla swojego dziecka.

Trochę jak LEGO

Od czego zacząć? Pewnie od pudełka, a pudełko jak pudełko… Okładka jest w języku polskim i już na wstępie widzimy trzy roboty, które możemy zbudować z 371 klocków – tyle właśnie znajduje się ich w zestawie, a oprócz tego mamy takie elementy jak silniki serwo, czujnik podczerwieni, głośnik, światła LED, jednostkę główną, baterię. Elementów trochę jest, a nie których może to przerazić, w tym mnie.

Opakowanie zdecydowanie podkreśla, że nie jest to tylko zabawka, ale coś więcej. Wszystkie elementy zapakowane są w kolorowych, opisanych pudełkach. Informacje na samym pudełku są niestety w języki angielskim, ale nie są one nam do niczego kompletnie potrzebne. Bez problemu damy sobie ze wszystkim radę odpalając dedykowaną aplikację, o której więcej przeczytacie niżej.

Czas zacząć zabawę!

To nie dla mnie – jestem zbyt nerwowy…

Niestety po zobaczeniu ilości elementów i wszystkich tych małych części odeszła mi ochota na jakąkolwiek budowę i po prostu włożyłem wszystko z powrotem do pudełka. Dopiero po kilku dniach zmusiłem się zbudowania czegokolwiek… 🙂

Stworzenie powyższego robota zajęło mi około półtorej godziny. W szoku byłem, że przebrnąłem przez budowę bez żadnego zastanawiania co do czego, a na końcu po włączeniu zasilania wszystko działało. W tym momencie muszę Wam coś wyznać – to nie moje zdolności manualne, a świetnie zrobiona aplikacja mobilna, która instruuje nas krok po kroku razem z animacjami. To jednak nie wszystko, bowiem wszystkie przedmioty, które są aktualnie wyświetlane, możemy obrócić, oddalić i przybliżyć, aby być po prostu pewnym, że to ten element idzie w to miejsce – genialna sprawa i z pewnością bardzo ułatwia to konstruowanie robota.

Jak przejdziemy przez cały etap budowy, to w kolejnym kroku możemy sprawdzić poprawność podłączenia przewodów. Tutaj też sprawa jest bajecznie prosta, bo aplikacja wyświetla nam, co jest niepoprawne lub o czym zapomnieliśmy. Pełen szacun dla twórców aplikacji, a to wszystko w języku polskim!


 
 
 
 
 

Coś więcej niż zwykła zabawka

Już po kilku chwilach zabawy zorientowałem się, że nie jest to tylko zwykła zabawka, bo robota można… programować, ale wszystko po kolei. Astrobot standardowo ma zdefiniowanych kilka ruchów. Do dyspozycji mamy kontroler, czyli ruch do przodu/tyłu i obrót w lewo/prawo, a oprócz tego możemy podnosić/upuszczać przedmioty, boksować. To jednak nie wszystko!


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Cała zabawa zaczyna się w sekcji ‚Programowanie’ – to tutaj z robotem możemy zrobić wszystko, no prawie wszystko. Możliwych do wykonania akcji jest naprawdę mnóstwo – po ruchy, sygnały świetlne i dźwiękowe i wiele więcej. O co więc chodzi? O stworzenie własnej kombinacji akcji, które robot po kolei ma wykonać np. jechać do przodu, obrócić się, podnieść przedmiot, wrócić do początku miejsca startu i odłożyć przedmiot tam – naprawdę świetna zabawa.

Bateria wystarczyła mi na około dwie godziny zabawy, a proces ładowania do pełna również trwa mniej więcej tyle samo czasu.

Dla kogo?

Astrobot może okazać się świetnym strzałem w dziesiątkę jako prezent dla dziecka na święta. Musimy jednak pamiętać, aby raczej nie pozostawiać dziecka sam na sam z budową, bo może sobie po prostu nie poradzić. Z pewnością jest to coś nowego oraz fajny sposób na spędzenie wolnego czasu – połączonego w naukę i zabawę. Tak naprawdę trudno się do czegoś przyczepić tutaj, bo wszystko jest naprawdę dobrze zorganizowane. Jedyna rzecz, która mnie martwi, to zgubienie jakiejś ważnej części – w tym momencie w pewnym sensie jesteśmy uziemieni, bo nie zbudujemy nic, więc dobrym pomysłem byłaby możliwość dokupienia osobnych części do zestawu Astrobota.

Za Astrobota musimy zapłacic około 900 zł i odrazu nasuwa się nam jedno pytanie – czy warto? Zdecydowanie warto – zabawka nie tylko bawi, ale także uczy, a o to właśnie chodzi w tym wszystkim.