W ostatnim czasie na moim blogu pojawiają się nie tylko testy smartfonów, ale też różnego rodzaju sprzętów domowych. Dziś przyszedł czas na kolejny tego typu gadżet, a jest nim aromatyzer powietrza Stadler-Form Lea.

Wkomponuje się w wystrój każdego wnętrza

No dobra, Lea wygląda naprawdę imponująco i należą się wielkie brawa dla projektantów. Przyznam, że pierwszy raz widzę tak ładny aromatyzer powietrza – szacun! Użyty materiał wydaje się dobrej jakości i podczas użytkowania nie pojawiły się na nim żadne zarysowania.

Całość składa się z dwóch części, które nakładamy na siebie. Ważne, aby złączyć je poprawnie, czyli tak, aby napis producenta tworzył całość – wtedy dopiero możliwe jest uruchomienie aromatyzera. W środku znajdziemy miejsce na małą buteleczkę(znajduje się ona już w zestawie), do której przelewamy ulubiony olejek zapachowy. O przemieszczeniu się jej nie ma mowy, gdyż dookoła znajdziemy zabezpieczenia zapobiegające temu. Oczywiście nie ma potrzeby przelewania zapachu, ale należy pamiętać, aby kupować buteleczki, które zmieszczą się w tej obręczy. W dolnej części znajdziemy jeszcze miejsce na trzy baterie AA.

Przyciski do sterowania urządzeniem znajdują się na dolnej krawędzi. Z jednej strony mamy włączanie i zmianę trybów pracy, a z drugiej port microUSB do podłączenia zasilania sieciowego oraz diody sygnalizujące poziom naładowania baterii. Genialną dla mnie sprawą jest to, że załączone akumulatorki możemy ładować bezpośrednio w urządzeniu. Wkładamy baterie i zwyczajnie podłączamy zasilanie, a baterie się nam ładują – dla mnie bomba.

 

Czas trochę pogadać o trybach pracy. Mamy dwa:

  • Interval – czyli 10 minut pracy i 20 minut przerwy,
  • Daylight – czujnik światła sprawia, że urządzenie działa, kiedy wykryte zostanie światło – sprawdziłem i opcja ta działa naprawdę dobrze.

Lea ma również wadę

Aromatyzer stoi na metalowej podstawce i będzie utrzymywał pion, dopóki nie popchniemy go lekko palcem, więc jeśli macie dzieci, to koniecznie urządzenie musi stać w miejscu dla nich niedostępnym. Druga sprawa to taka, że gdy już urządzenie nam się przewróci, to tym samym wyleje się cały olejek w środku. Wniosek z tej bajki jest jeden- aromatyzer musi stać w miejscu, gdzie nie będzie narażony na przewrócenie.

Bardzo cicha praca i tylko do małych pomieszczeń

To pierwsze jest z pewnością dużą zaletą. Moje urządzenie stoi na szafce nocnej koło łóżka i naprawdę w nocy prawie go nie słychać podczas pracy. Dodatkowo, urządzenie przewidziane jest do pomieszczeń nie większych niż 30 mkw. W większym pomieszczeniach może być problem z równomiernym rozpyleniem olejku. Zdecydowanie Lea będzie spełniać swoje zadanie w 100%.

Podsumowanie

Jedno z pewnością trzeba przyznać – Lea wygląda naprawdę elegancko, ale wygląd to nie wszystko. Jakość wykonania oraz niezawodność to w przypadku Szwajcarów ich wizytówka Największą wadą tego urządzenia jest fakt, że musi ono stać w miejscu stabilnym, gdzie nie będzie narażone na przypadkowe przewrócenie. Wielki plus za możliwość ładowania akumulatorków podczas pracy aromatyzera oraz używania dowolnego olejku. Czy polecam? Tak, szczególnie osobom, które wrażliwe są na wyszukany design oraz poszukują czegoś, co przeniesie je w swego rodzaju oazę, z dala od zgiełku i trudów dnia codziennego.

Wpis powstał przy współpracy z firmą Stadler-Form.