Recenzja filmu Siedmiu wspaniałych 2016

0

Pewnie wielu z Was zastanawia się czym jest owiane tajemnicą kino 4D. Oczywiście pewna część osób miała już możliwość brać udział w pokazach krótkich seansów podczas jakichś festynów czy też wizyt w lokalnych wesołych miasteczkach. Jednakże takie pokazy trwały zazwyczaj około dziesięciu do dwudziestu minut i nie posiadały wysokiej klasy aktorów czy też pięknej scenerii. Były to zazwyczaj wygenerowane komputerowo animacje, specjalnie przygotowane w celach demonstracyjnych. Jednakże od pewnego czasu w ofercie kinowej zaczęła pojawiać się możliwość zakupu biletu na pełnometrażowy, wysokobudżetowy seans. Czy technologia poszła do przodu? Czy warto korzystać z tej nowej oferty oraz jakie były moje doznania podczas dowiecie się właśnie w tym artykule!

Na wstępie pragnąłbym podziękować Cinema City Bonarka, dzięki której miałem przyjemność uczestniczyć w pokazie premierowym tego filmu. Projekcja, która została wyświetlona na ekranie już wcześniej intrygowała mnie ze względu na samego reżysera, któremu rok temu udało się odnieść sukces dzięki filmowi „Southpaw” – w Polsce znanym pod tytułem „Do utraty sił”. Jednak w tym roku, postanowił on przenieść miejsce akcji z brutalnego ringu, na jeszcze brutalniejszy Dziki Zachód. Tytuł, o którym mowa to „Siedmiu Wspaniałych”.

Jednak zanim przejdę do ocenienia samego filmu, który tak naprawdę był otoczką dla prawdziwego obiektu zainteresowania zrelacjonuje Wam jakość współczesnej technologii 4D. Już na samym wstępie odczułem ogromne zaskoczenie, ponieważ nie otrzymaliśmy żadnych okularów 3D, które nostalgicznie wspominam z moich młodzieńczych lat wcześniej wymienionych dwudziestominutowych spektakli, które były integralną częścią takiego pokazu. Ostatecznie, moje rozczarowanie zostało zapełnione przez ogrom impulsów wysyłanych prosto do naszego mózgu, dzięki aranżacji kinowej. Wszystko zostało przemyślane i dopięte na ostatni guzik. Pozytywną cechą jest to, że podczas takiego spektaklu dbałość o szczegóły jest wykonywana z chirurgiczną precyzją. Kamera idzie w stronę słońca? Otrzymujemy błyskiem prosto z specjalnie ustawionych lamp. Bohater znajdujący się na głównym planie dostaje serię potężnych ciosów? Specjalnie zamontowane „kulki” pod plecami uderzają nas w dokładny punkt, w który postać została uderzona. Jeżeli są to nerki, punkt nacisku znajduje się właśnie w miejscu danego organu. Od razu zaznaczę, że uczucie to nie jest w żadnym stopniu bolesne, a wręcz możemy to z łatwością skojarzyć z fotelem do masażu, który mogliśmy mieć okazję zakupić, bądź testować w jednym marketów z elektroniką. Dużym zaskoczeniem dla mnie było nagłe świsty powietrza, przelatujące koło mojej głowy, bądź uderzające prosto w moją twarz. Wszystko to miało miejsce podczas strzelanin czy też trafień, których było dużo – jak na film w scenerii Dzikiego Zachodu przystało. Można by pomyśleć, że to koniec wachlarzu możliwości jakim dysponuje taka sala. Nic bardziej mylnego! Nieodłącznym elementem takiego pokazu są poruszające się krzesła, które aktywują się nie tylko podczas wstrząsów, ale również same regulują co jakiś czas swoją wysokość, kąt nachylenia, tak by widz, mógł z idealnej perspektywy podziwiać rezultat trudów operatorów kamery. Ogromnym zaskoczeniem dla mnie podczas tej prezentacji, była buchająca na widza woda z specjalnie umiejscowionych naprzeciwko nas spryskiwaczy, z których podczas fragmentów zanurzenia, bądź deszczu ma wydobywać się woda. Niestety, ze względu na specyfikę scenerii, tego nie miałem przyjemności doświadczyć, ale postaram się uwierzyć realizatorom na słowo. Dla osób, które są przerażone perspektywą bycia oblanym podczas filmu od razu przynoszę ukojenie. Zaraz obok podstawki na nasz napój znajdujemy przycisk, który w trosce o nasze ubrania umożliwia wyłączenie nam tej opcji. Ostatnim zaobserwowanym przeze mnie zjawiskiem, był wypuszczany dym zaraz przy ekranie, który nadawał większy realizm w odbiorze filmu. Opadający kurz? Dym to pokryje, by wydawał się nam bardziej „żywy”. Wybuchy? Powstał z nich dym? Ta sama zasada – ten sam rezultat. By jeszcze bardziej wyróżnić przebiegłość tego zastosowania, podkreślę fakt, że zorientowałem się, że sytuacja z wypuszczaniem dymu ma miejsce , dopiero w połowie filmu. Wtedy aż chce się rzec „dobra robota!”.

Siedmiu wspaniałych 2016
źródło: multikino.pl

Na tym kończą się moje wrażenia z samą technologią 4D i nadszedł najwyższy czas żebym przeszedł do opisania moich odczuć co do samego filmu. Z pewnością na samym początku jestem w stanie stwierdzić, że produkcja ta nie należy do oscarowych, jednakże jednocześnie pozostaje rozsądnym wyborem na kinowy wieczór. Całe akcja kręci się wokół okrutnych zapędów kapitalisty Bartholomewa Bogue (Peter Sarsgaard), który by powiększyć swoje bogactwo, rozpoczyna terroryzować lokalną osadę, w celu uzyskania dostępu do znajdującej się na ziemi osadników – kopalni złota. Konflikt narasta i dochodzi do wielkiej masakry w wiosce, podczas której ginie mąż jednej z naszych głównych bohaterek Emmy Cullen (Haley Bennet). Po całym tym zajściu postanawia ona pomścić swojego ukochanego i uwolnić mieszkańców od ucisku Bogue. Do realizacji tego celu potrzebować będzie najlepszych ludzi na Dzikim Zachodzie. Właśnie wtedy do akcji wkracza Sam Chisolm (Danzel Washington) – czarnoskóry urzędnik sądu ścigający przestępców na terenie wszystkich stanów. To z nim Emma podejmie się wyzwania rekrutacji pozostałych członków. Spotkamy znakomicie odegraną postać Josha Faraday (Chris Pratt), który swoim wiecznym, nieraz nonszalanckim sarkazmem od razu wzbudzi sympatię u widza. Oczywiście jak to w dzisiejszym świecie bywa nie obejdzie się bez politycznej poprawności, którą twórcy starają się tłumaczyć unikalnymi zdolnościami każdego z bohaterów. Szybki i zabójczo precyzyjny azjatycki zabójca Billy Rocks (Byung-hun Lee) wielokrotnie sprawi, że poczujemy się w jak swoistym filmie z ninja w roli głównej. Przypominający Connora Kenway z serii Assassin’s Creed – Red Harvest (Martin Sensmeier) Indianin z plemienia Komanczów wystrzeli nie jedną strzałę w oczodoły jego przeciwników. Niestety, podczas tej całej poprawności, można łatwo się pogubić, co doskonale prezentują dość przyjacielskie relacje Meksykanina Vasqueza (Manuel Garcia-Rulfo) z byłym konfederatem Goodnightem Robicheaux (Ethan Hawke). Ta stworzona na rzecz filmu pozytywna relacja w realiach tamtych czasów nie miałaby miejsca, ze względu na istniejący ówcześnie konflikt pomiędzy „południowcami”, a ludźmi już z odebranego przez Stany Zjednoczone – Teksasu. Ostatnim z paczki wspaniałej siódemki jest posturą przypominający Obeliksa – Jack Horne (Vincent D’Onofrio). Nie uważam, że cała ta mieszanina jest zła, ponieważ nadaje filmowi pewnej pikanterii, która jest wymagana przez współczesnego widza. Tak samo nie mogę powiedzieć, że fani klasycznego kina westernowego przez tę sytuację będą zawiedzieni filmem. Otóż nie! Reżyser dość umiejętnie przeplata klasykę z obecnymi zastosowaniami, przez co film ogląda się przyjemnie i ciężko trafić na nudny moment. Otrzymujemy porządną dawkę strzelanin, pojedynków na rewolwery, podróże konne w doborowym towarzystwie, wielką walkę z ogromem efektów specjalnych na samym końcu. Czyli to, czego powinniśmy oczekiwać idąc na tego rodzaju film.

żródło: KINÓWKI.pl
żródło: KINÓWKI.pl

W takim razie warto czy nie warto? Moim zdaniem jak najbardziej, ponieważ możliwość korzystania z tej technologii zmienia całkowicie sposób w jaki odbieramy to co się pojawia na ekranie. Dynamiczne siedzenia, świsty powietrza, unoszący się dym, uderzające prosto w nasze oczy światło. Te wszystkie elementy sprawiają, że podczas seansu jeszcze bardziej jesteśmy w stanie poczuć się, jakbyśmy byli uczestnikami tych wydarzeń. Jednakże to co ma plusy, posiada również swoje minusy i nie inaczej jest w tym przypadku. Nie wiem czy fakt braku okularów 3D jest normą dla tego rodzaju kina, czy też był to czysto indywidualny przypadek, ale miłym gestem byłoby naprawienie tego błędu . Jeżeli zaś chodzi o sam film to z czystym sercem mogę stwierdzić, że jest on jedną z bardziej interesujących pozycji kinowych i polecam każdemu – nawet osobom, które nie są specjalnymi fanami westernów – sprawdzenie tej produkcji, bo naprawdę warto!

Wpis gościnnie przygotował Przemysław Szot, dzięki!